Rebeka w warszawskim klubie Basen – recenzja koncertu

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rebeka, Koncert w Klubie Basen

Chciałam już pisać z wyprzedzeniem jak to Poznań zdobywa Warszawę jak to Wielkopolska Mazowsze najechała ale na początku nie było to takie oczywiste.

Choć organizatorzy wczorajszego (25 stycznia) koncertu poznańskiego zespołu Rebeka w klubie Basen prosili aby zjawiać się wcześniej z obawy przed tłokiem koncert zaczął się z godzinnym opóźnieniem o 21.00. Dla niektórych było to irytujące a dla niektórych jak to w demokracji nie. Mieliśmy więcej czasu żeby przyjrzeć się publiczności która spływała leniwie na dno Basenu. Torebeczki na paseczkach sukieneczki i spódniczki ładni chłopcy w ładnych koszulkach. Zastanawiałam się jak Rebeka sobie poradzi czy uda jej się oczarować zebranych oderwać od wymienianych co chwila buziaczków salonowych rozmów i scrollowania iphonów.

Na początek RYSY. Młody nowy bezkompromisowy projekt. Nieco surowy z dobrą wizualizacją w tle. Na scenie mogliśmy zobaczyć Wojtka Urbańskiego (współtwórca m.in. albumu Lovefinder Noviki) i Łukasza Stachurko (odpowiedzialny za projekt Sonar Soul). Wielu pewnie czekało najbardziej na Justynę Święs znaną z duetu The Dumplings. Muzycy zostali ciepło przyjęci przez publiczność w oklaskach czuć było ochotę na bis.

Po pół godzinie wypełnionej zmianą syntezatorów RYS na sprzęt grający Rebeki zaczęło się. Ubrani na czarno muzycy skąpani w zmieniających się światłach sceny od pierwszego dźwięku ujarzmili tłum zdrową pewnością siebie świadomością swych muzycznych poczynań. Ucichły rozmowy rozchmurzyły się twarze. Drugim utworem był Unconcious. Drugim podkreślam bo wtedy poczułam spokój. Oni wiedzą co robią. Nie będziemy czekali do ostatniego utworu lub na bis. Jak u Hitchcocka: najpierw trzęsienie ziemi a potem .... Iwona Skwarek od pierwszych dźwięków objawiła się jak mała złota drgającą kuleczka energii. Keratyna każdego pojedynczego jej włosa czuła bit. Nie zdawałam sobie do tej pory sprawy że włosy mogą być tak taneczne i umuzykalnione. Jej ruchy zdawały się mówić to jest moja pasja jestem tą energią to jest moja radość. Czarne swobodne ubranie typu lepszy dres poddawało się temu rytmowi posłusznie. Zero wstydu kiedy pojawiał się Wielki Elektronik).

Kiedy zebrani zostali już wybudzeni z letargu Iwona z Bartkiem wzięli do ręki gitary i zmienili nieco nastrój. Zrobiło się miejscami nawet postrockowo nostalgicznie bardziej refleksyjnie ale w elektronicznym sosie. Obce światy w żyły symbiozie.

Tłum zaczął nabierać energii. Światła ślizgające się po głowach zebranych w dole ludzi tworzyły niesamowite kolaże. Basen zaczął pływać. Tłum stał się częścią jednego organizmu. Osoczem i krwinkami płynącymi zgodnym rytmem tempem wyznaczonym przez muzyków.

Fajna energia tłumu została dostrzeżona przez muzyków. Bartosz Szczęsny wydawał się głęboko wzruszony. Iwona też była poruszona i chyba nieco zdziwiona ale wiedziała że ma obowiązek do spełnienia. Była gospodynią tej imprezy przewodnikiem muzycznej pielgrzymki. Radziła sobie z tym bardzo dobrze...

Mój tata by się cieszył - zaczęła Iwona. Przez głowę wielu przebiegłą pewnie myśl o 'wiecie czym'. Mój tata by się cieszył - kontynuowała - bo nie jest stąd i nie mógłby tego zobaczyć. W tym momencie wszystkim wróciło dobre samopoczucie. I zaczęła na dobre. Mój tata po koncercie pyta zawsze: czy ludzie bili brawo? A wy bijecie brawo. Bardziej bezpretensjonalnie się nie dało.

Ludzie kupili zespół takim jakim jest. Dali muzykom komfort tworzenia. Z masowej imprezy dla 800 osób zrobiła się domówka dla 12. Pełna pasji chęci odkrywania nowych miejsc ubogacania tego co jest już znane z tym co jeszcze nie jest na porządku dziennym.

I na zakończenie: nikt tu nikogo nie najechał

Powrót do strony głównej